Lubinianie jechali do Warszawy koncentrując się już na finałowym meczu z Wisłą Płock w Pucharze Polski. Legioniści natomiast liczyli na zwycięstwo, które znacznie przybliżyłoby ich do tytułu Mistrza Polski. Niemniej podopieczni Franciszka Smudy nie zamierzali się ?położyć? i liczyć na jak najmniejszy wymiar kary.
Pierwsze minuty meczu należały do Zagłębia, które już w 4 minucie było blisko zdobycia gola. Po dośrodkowaniu Jackiewicza, z prawej strony do piłki w polu karnym doszedł Michał Chałbiński, który urwał się dwójce środkowych obrońców Legii i strzałem głową starał się zaskoczyć Fabiańskiego.
Później inicjatywę przejęli gospodarze, jednak pomimo wyraźnej przewagi w polu, nie potrafili sobie poradzić z świetnie grającym w defensywie Zagłębiem. Lubinianie starali się jak najszybciej odbierać piłkę legionistom i atakowali ich już daleko od własnej bramki. W efekcie zarówno Legia, jak i Zagłębie, nie stworzyły sobie zbyt wielu akcji, po których mogłyby zagrozić bramce rywala.
Druga część spotkania rozpoczęła się od brzydkiego faulu Ouattary, który tuż przy linii bocznej w bezpardonowy sposób zaatakował Jackiewicza. Dobrze prowadzący to spotkanie Piotr Siedlecki bez namysłu pokazał defensorowi Legii żółta kartkę, a że było to już drugie ?żółtko? Ouattary w tym meczu, gracz ten musiał opuścić boisko. Od tego momentu legioniści zamiast cofnąć się pod własną bramkę i bronić remisu, rzucili się do ataku, czym kompletnie zaskoczyli lubinian. Napór gospodarzy dał efekt w 62 minucie, kiedy to po rzucie wolnym w okolicach pola karnego Zagłębia, z piłką w ?szesnastce? lubinian znalazł się Szałachowski. Ładnie ograł obrońców przy linii końcowej boiska, a następnie ?wyłożył? piłkę na 8 metr do Regera, który nie zmarnował okazji i umieścił ją w siatce.
Chwilę po zdobytej bramce trener gospodarzy Dariusz Wdowczyk zdjął z boiska współautora gola ? Szłachowskiego, a w jego miejsce wpuścił na plac gry Rzeźniczaka wzmacniając tym samym obronę. Grające z przewagą jednego gracza Zagłębie nie zamierzało się poddawać i do samego końca walczyło o zdobycie bramki, która dałaby mu chociażby remis. Kolejno przed szansami zdobycia gola stawali: Iwański, Stasiak, Piszczek oraz ponownie Iwański, jednak żaden z nich nie potrafił pokonać Fabiańskiego. W końcówce spotkania doszło do sytuacji, gdzie w linii napadu Zagłębia obok Piszczka występowało dwóch nominalnych obrońców ? Arboleda oraz Stasiak. Jednak i taki wybieg taktyczny Franciszka Smudy nie przyniósł efektu i po dobrym meczu Zagłębię uległo w Warszawie Legii 0:1.